Wersja do wydruku
-A A +A

Promocja polskiej kultury za granicą

Promocja polskiej kultury za granicą

- Chyba żadna wcześniejsza prezydencja nie wykorzystała kultury na taką skalę – mówi dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza Paweł Potoroczyn.
 
Pl2011.eu: Program kulturalny polskiej prezydencji to ponad 400 wydarzeń realizowanych w 10 stolicach świata. To projekt promujący Polskę na niespotykaną dotąd skalę. Jak Instytutowi Adama Mickiewicza udało się to skoordynować logistycznie?

Paweł Potoroczyn:Statystycznie rzecz biorąc przy tej ilości projektów jakaś ich liczba powinna była się wysypać. Tymczasem niemal wszystko odbyło się zgodnie z planem. To jakaś statystyczna anomalia. Przecież wiele z tych przedsięwzięć było niezwykle skomplikowanych, jak choćby I, Culture Orchestra: muzycy z siedmiu krajów, podróżujący przez kilka miesięcy po całej Europie, wizy, setki instrumentów, prawdziwe logistyczne wyzwanie. Myślę, że udało się zrealizować arcyambitny plan, ponieważ trzy lata budowaliśmy Instytut właśnie po to, aby podołał temu zadaniu, a niekwestionowany sukces kulturalnego programu polskiej prezydencji jest najlepszym dowodem, że reforma IAM się powiodła i dziś jesteśmy innowacyjną, nowocześnie zarządzaną i kreatywną organizacją zdolną do wielkich projektów.
 
Program kulturalny oparty był na 6 filarach: twórczości Stanisława Lema, Karola Szymanowskiego i Czesława Miłosza, Przewodniku do Polaków, I, Culture Orchestra oraz I, Culture Puzzle. Jak na świecie przyjmowane były te poszczególne komponenty?

Jesteśmy w momencie gromadzenia danych i przygotowywania podsumowań. Ale wszędzie tam gdzie graliśmy Szymanowskiego, przyjęcie było owacyjne. Chcę przypomnieć, że otwieraliśmy polską prezydencję w Brukseli i w Warszawie operą Karola Szymanowskiego „Król Roger”. W Brukseli po koncercie w La Monnaie usłyszeliśmy od przewodniczącego Rady Europejskiej, Hermana Van Rompuya, że właśnie tak powinno się inaugurować prezydencje. Było to naprawdę nadzwyczajne wykonanie, najlepsze jakie słyszałem, a słyszałem tę operę przynajmniej 20 razy na żywo. Dziesiątki tysięcy widzów „Planety Lem”, łączny nakład audiobooka Miłosza to ok. 150 tys. Myślę, że aby odpowiedzieć na to pytanie, wystarczyłoby poczytać prasę z krajów, w których odbywały się te wydarzenia. Na kilka tysięcy komentarzy, mamy może dwadzieścia wstrzemięźliwych i zaledwie kilka negatywnych. Cała reszta to pozytywne lub wręcz entuzjastyczne recenzje i relacje. Gdyby zastosować te w miarę obiektywne mierniki, można stwierdzić, że „kulturalna prezydencja” odniosła olbrzymi sukces. Słyszymy od opiniotwórczych dziennikarzy i wpływowych osobistości polityki europejskiej, że oblicze polskiej prezydencji było kulturalne.
 
Jakie są różnice w odbiorze polskiej kultury w poszczególnych krajach? Jak reagowała na poszczególne projekty publiczność np. w Pekinie, a jak ta w Mińsku?

Jeżeli chodzi o „Planetę Lem”, która  jest jednoznacznie antytotalitarną parabolą, nie udało nam się jej pokazać w Pekinie, ale, o dziwo, udało się w Mińsku i to dla wielotysięcznej publiczności. W tym samym Mińsku natomiast odwołano nam festiwal muzyki aktualnej, gdyż, jak słusznie domniemają tamtejsze władze, rock and roll jest muzyką sprzeciwu i buntu. Są takie ikony polskiej kultury jak Lem, Miłosz czy Szymanowski, za pomocą których zbudowaliśmy program kulturalny prezydencji; są dzieła, które wszędzie spotykają się z podobnym uznaniem. Dlatego nie potrafię powiedzieć czy bardziej kochają Miłosza w Madrycie czy w Tokio.
 
A które spośród tych setek wydarzeń kulturalnych okazał się sukcesem szczególnie bliskim Pana sercu?

Będę miał duży kłopot z odpowiedzią na to pytanie, gdyż mam bardzo osobisty stosunek do każdego z tych wydarzeń. Na pewno zapadło mi w pamięć wykonanie „Króla Rogera” w Brukseli, wystawa „Power of Fanstasy” w Brukseli, Szapocznikow w Wiels, Sasnala w londyńskiej Whitechapel, no i oczywiście kolosalna berlińska wystawa „Obok. Polska-Niemcy. 1000 lat historii w sztuce”. To wielkie wydarzenia, kamienie milowe polskiej obecności w Europie i świecie.
 
W ramach projektu I, Culture Puzzle w wielu stolicach świata szyto fragmenty wielkiej układanki - kiedy zobaczymy ostateczne efekty projektu i jak zostaną zaprezentowane?

Ostatnia część powstała w Kopenhadze. Tamtejsi wolontariusze zrobili swoją część z wyszywanych ryb, symbolu bardzo ważnego w kulturze Japonii, a następnie przekazali je japońskiemu Ambasadorowi w geście solidarności z ofiarami Fukushimy. Wiemy od naszych wolontariuszy z Tokio, że ten gest został bardzo dobrze przyjęty. W Warszawie pokażemy efekty tego działania na przełomie stycznia i lutego. Więcej informacji na ten temat już wkrótce na stronie culture.pl. Co ciekawe, wokół tego projektu powstało coś na kształt ruchu społecznego – widzimy, że wolontariusze z dziesięciu stolic zaczęli się komunikować już bezpośrednio między sobą, że na portalach społecznościowych inicjatywa jest szeroko komentowana i wspierana. Powstała wartość, której zasięg zaskoczył i nas, i Monikę Jakubiak, artystkę, która ten projekt animowała.
 
A jakie emocje towarzyszyły Panu przy okazji tournee I, Culture Orchestra?

Było to niezwykle skomplikowane i kosztowne przedsięwzięcie, ale niesłychanie nośne medialnie i kulturotwórcze, o wielkim potencjale symbolicznym. Jest to orkiestra złożona z młodych muzyków z wszystkich krajów Partnerstwa Wschodniego: Białorusi, Ukrainy, Armenii, Azerbejdżanu, Gruzji i Mołdowy. Zagrała w najsłynniejszych salach koncertowych Europy dla najbardziej wymagającej publiczności i wszędzie dostawała owacje na stojąco. Tournee miało własną wartość symboliczną, gdyż zaczęło się w Gdańsku, na festiwalu „Solidarity of Arts”, a skończyło się 11 listopada koncertem w warszawskiej Filharmonii Narodowej. Całą trasę koncertową objął patronatem Prezydent RP. To przedsięwzięcie pokazuje także, że kultura europejska nie kończy się na granicach strefy Schengen. Czy można znaleźć lepszą metaforę dla idei współpracy, idei solidarności, wreszcie dla samej idei europejskiej, niż wspólne tworzenie wartości kultury?
 
Ciekawym projektem realizowanym przez Instytut była także prezentacja wierszy polskich poetów w metrze w kilku stolicach świata. Jak ludzie zmierzający rano do pracy reagowali na polską poezję?

Kiedy sztuka działa najskuteczniej? Kiedy „napada” w najmniej spodziewanym momencie, w nieoczekiwanym kontekście. Połączenie transportu publicznego z tak wysublimowaną sztuką jak poezja jest zabiegiem, który daje taki właśnie efekt.
 
A jakie wnioski płyną z ostatnich 6 miesięcy Waszych doświadczeń? Jaką inwestycją na przyszłość była realizacja zagranicznego programu kulturalnego?

Dzięki prezydencji Polska zyskała oblicze. Dzięki programowi kulturalnemu, a rok wcześniej dzięki światowemu zasięgowi obchodów chopinowskich, duża część tego oblicza jest po prostu kulturalna. I nie jest tak, że sami sobie ten komplement powtarzamy – czytamy to w międzynarodowych mediach i słyszymy od naszych partnerów, że jak żadna prezydencja dotychczas Polacy wykorzystali swoją kulturę na taką skalę do zbudowania wizerunku społeczeństwa otwartego, nowoczesnego, kreatywnego i uśmiechniętego do świata.
 
A co po zakończeniu prezydencji? Jakie plany na 2012 rok ma Instytut Adama Mickiewicza?

W 2012 roku mamy „sezon polski” w Nadrenii-Westfalii, kulturotwórczym landzie niemieckim, z którego regularnie wywodzą się nowe trendy i nowe talenty na europejską skalę. W 2012 roku odbędą się Igrzyska Olimpijskie w Londynie, ale „olimpiada kulturalna” będzie miała miejsce w Edynburgu i tam będziemy chcieli poważnie zaznaczyć swoją obecność. Będą także liczne prezentacje współczesnej polskiej kultury w Korei – to nasze pierwsze działanie w tym kraju, a także będziemy prowadzili przygotowania do naszych sezonów w kampusach Wschodniego Wybrzeża USA, we Włoszech, w Turcji i w Rosji. Przygotowujemy też prezentację moskiewskiego festiwalu teatralnego Złota Maska w Warszawie, na zasadzie wzajemności, jako że w tym roku polskie teatry gościły w Moskwie.
 
Bardzo dziękujemy za rozmowę i życzymy wielkich sukcesów także w nadchodzącym roku.

Data publikacji: 30-12-2011
PROD