W pierwszym dniu prezydencji w Warszawie nie dopisała pogoda. Wiatr i zacinający deszcz skutecznie próbowały popsuć plany wszystkim, którzy tego dnia zamierzali bawić się podczas koncertów na wolnym powietrzu.
Pogodą najmniej przejmują się dzieci, dlatego TWARZ EUgeniusza na Mariensztacie była mocno oblegana. Maluchy i podrostki w nieprzemakalnych kurtkach i kaloszach pełzały pomiędzy piankowymi WŁOSAMI, wspinały się na NOS, skakały na jednej nodze na grach w OKU. Wielką atrakcją dla chłopców było malowanie wraków samochodów układających się w USTA.
EUharmonia, czyli koncert muzyki etno na Rynku Nowego Miasta, nie przyciągnął tylu fanów, mimo naprawdę gorących rytmów. Nieźle dawali czadu Węgrzy, których zespół TEKA był „prezentem” dla Warszawiaków z okazji przekazania prezydencji. Świetni byli też Cyganie z Mahala Rai Banda razem z polskimi góralami, ale wtedy było już naprawdę strasznie zimno.
Lepiej wypadło Trzecie Ucho, pomieszczenia Elektrociepłowni na Powiślu były, w porównaniu ze scenami na zewnątrz, ciepłe jak... właśnie ucho. Przełożyło się to bezpośrednio na liczbę słuchaczy. Po raz kolejny okazało się, ze w Warszawie mieszka bardzo wielu miłośników muzyki alternatywnej.
Na nocny koncert pod Pałacem Kultury przyszło 10 tysięcy osób. Niektórzy twierdzą, że „tylko”, ale biorąc pod uwagę pogodę, to było raczej „aż” 10 tysięcy. Uzbrojeni w parasole i peleryny słuchacze nie mieli powodów do narzekań . Polskie szlagiery w wykonaniu zachodnich gwiazd (w angielskich aranżacjach) to przecież nie lada gratka. Szóstka z plusem dla osób odpowiedzialnych za synchronizację widowiska fajerwerków z muzyką „Orawy” Wojciecha Kilara. Pałac Kultury wyglądał, jakby za chwilę miał pójść z dymem, co było atrakcją samą w sobie.