Ponowoczesność jest faktem, żyjemy w niej, często sami o tym nie wiedząc, podobnie jak molierowski pan Jourdain, który nie wiedział, że mówi prozą. Powoli jednak zaczynamy się z tym faktem oswajać. Widać to też w bogatym programie kulturalnym polskiej prezydencji. Profesor Zygmunt Bauman, światowej sławy filozof i socjolog, czołowy teoretyk postnowoczesności, był jedną z gwiazd Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu. A 15 grudnia w warszawskim Kinie Muranów miała miejsce premiera filmu "Miłość, Europa, Świat Zygmunta Baumana" nakręconego przez Krzysztofa Rzączyńskiego w ramach Krajowego Programu Kulturalnego Polskiej Prezydencji.
Warto słuchać Baumana, chociaż stawia on więcej pytań, niż daje na nie odpowiedzi. Nie daje też nadziei. Świat, który opisuje, jest płynny, nie ma w nim nic stałego. Kto nie umie pływać, idzie na dno. Ale ten, kto pływać umie, zawsze pozostanie na powierzchni, nigdy nie zanurzy się w głębinę, w istotę rzeczy. I tak źle, i tak niedobrze.
Ale właśnie przez brak nadziei, profesor Bauman pomaga nam oswoić lęk przed trudnymi czasami, w jakich żyjemy. Profesor, który zbliża się do dziewięćdziesiątki, ma w sobie więcej odwagi niż niejeden dwudziestolatek...
I choć znany z niechęci do osobistych wyznań profesor przekonuje na ekranie, że życie prywatne "jest najnudniejszym z tematów, o jakich mógłby i chciałoby mu się mówić", w fascynującym filmie Rzączyńskiego możemy zobaczyć kim naprawdę jest człowiek, który tak dobrze rozumie życie. I który pomaga nam odnaleźć drogę w ponowoczesnym świecie, gdzie błąkamy się („Ostatecznym rezultatem rozkwitu kultury, który niewątpliwie nastąpił w ciągu ostatnich lat, jest poczucie zabłąkania”), nie wiedząc już, co jest prywatne, a co publiczne.