Wajda jaki jest, każdy wie. A może nie? Prawdopodobnie niewielu kinomanów na świecie nie rozpoznałoby tego nazwiska, ale ilu z nich rzeczywiście widziało filmy Wajdy? Właśnie dlatego „Andrzej Wajda – znany i nieznany” to tytuł retrospektywy reżysera, która odbyła się w grudniu w Berlinie jako projekt Instytutu Polskiego w tym mieście, w ramach programu kulturalnego polskiej prezydencji.
Trwająca miesiąc impreza miała gigantyczny zasięg. Wajda nakręcił 50 filmów, w Berlinie można było zobaczyć 28 z nich. I to nie tylko te najbardziej słynne: „Kanał”, "Człowieka z marmuru", "Człowieka z żelaza", "Ziemię obiecaną", "Katyń", czy "Popiół i diament", ale też te mniej znane polskiej publiczności, a za granicą prawie wcale: "Polowanie na muchy", "Miłość w Niemczech", "Nastazję". Jakby tego jeszcze było mało, organizatorzy zaproponowali publiczności także filmy wychowanków działającej od ponad 10 lat Szkoły Wajdy, m.in. nominowany do nagrody Europejskiej Akademii Filmowej film „Paparazzi” Piotra Bernasia.
Jak to robi 85–letni reżyser, że jego magia nadal trwa? „Nie mogę stać z boku” powiedział w wywiadzie przeprowadzonym z okazji 80. urodzin. Właśnie dlatego nie przyjechał do Berlina, chociaż zaplanowano spotkanie artysty z publicznością, które prowadzić miał sam Wim Wenders. Ale na dzień przed rozpoczęciem retrospektywy Wajda rozpoczął zdjęcia do nowego filmu o Lechu Wałęsie. „Praca nad filmem jest najważniejsza. To jedyne wytłumaczenie, które możemy zaakceptować”, stwierdziła niemiecka kuratorka przeglądu, Milena Gregor z Instytutu Filmu i Sztuki Wideo Arsenal w Berlinie. „Kiedy usłyszałem, że Andrzej Wajda nie przyjedzie, to mu pogratulowałem, bo gdyby nie robił tych filmów, nie byłoby retrospektywy” - dodał polski kurator retrospektywy, Kornel Miglus z Instytutu Polskiego.